I lecę dalej!

Weekend szykuje mi się ambitny kulturalnie, zaraz ruszam, ale co i jak zreferuję Wam jutro 🙂 Teraz wrzucam wianek (up) na MAJ. Baza TO ubiegłoroczny Wielkanocny wianek Mieszka, a update przeprowadziła Lilka!

<>

Projekt DOM na maj to grill. Na jesieni wywaliłam stary, który był od lat wielu i się rozpadł. Ten, który wybrałam upatrzyłam jeszcze rok temu na All, ale gdy zaczęłam sprawdzać to okazało się, że w pobliskiej hurtowni typu cash&carry mam taniej i tam też go kupiłam! W scenerii ogródkowej fotka będzie, gdy złożę. Tamten był wielki i okrągły, ten jest mniejszy i kwadratowy. Diabli zawsze zwracał uwagę na masę szczegółów i z tej wiedzy skorzystałam. Czyli potrzebne są kółeczka, żeby łatwiej przeciągać i klapa powinna być mocowana, żeby nie odkładać pokrywy na trawę, bo na imprezach się na to włazi. Grillować będziemy kiełbaski, które nam schodzą (Lila i Mieszko) oraz ziemniaki i banany (Łucja).

<>

Z rozpędu foteczkę pokażę sprzed dwóch tygodni! Pamiętacie mój chodziarski trening? Przyszło grupowe zdjęcie ze spotkania. Jak są te dwie ręce z dyplomami w górze, to stoję pod pierwszym!

cudowność

Zapytał się wczoraj mój trener jak mi minęła Majówka. Mówię do niego:

  • Marcin, Ty jesteś piękny, młody i bez zobowiązań, więc opowiedz jak było u Ciebie!
  • Myślę, że będziesz rozczarowana. Spałem do 13-stej, trochę podłubałem w aucie i raz zrobiłem sobie grilla.
  • Jestem rozczarowana 🙂
  • Będziesz w niedzielę na treningu?
  • Niedziele mam już zajętą. Weekendy bez dzieci mam zaplanowane dużo wcześniej!

To jest bardzo zabawne. Wiedziałam kiedyś taką wymianą zdań na rosyjskiej stronie. Pytanie adminów było: Co robicie na Sylwestra? I jakiś gość: Wiktor (lat 38-41?) napisał: Nic specjalnego. Jedziemy ekipą, z dzieciakami, na daczę. Przywiążemy sanki do aut i będziemy jeździć. O północy fajerwerki, a potem zabawa. Rano wszyscy pójdziemy do bani i wyskoczymy na jakiś obiad. Wieczorem pojeździmy z latarkami na biegówkach. I jakiś inny koleś: Oleg (lat 19-22?) mu odpisał: Stary, przez całe życie nie zrobiłem tyle, co Ty planujesz na jedną noc! I dokładnie tak jest! Ta wiedza o korzystaniu z życia przychodzi z wiekiem!!! 😀

<>

Mam Internet!!! Był rano technik, okazało się, że ruter padł, a był to mój prywatny ruter. I powinnam podpisać umowę na ruter od NICH, który przyślą mi kurierem…. Lecz gdy zadzwoniłam na infolinię, okazało się, że ja JUŻ mam ich ruter… ZNALAZŁAM go na strychu, ponownie zadzwoniłam na infolinię – jakaś świeżynka mnie przepilotował i mam podłączone!!! Jestem absolutnie wspaniała. Przy okazji okazało się, że sygnał, który do nas dociera jest bardzo słaby i gość był zaskoczony, że ja odbieram również telewizję od nich. I że działa. Ale działa, chociaż rzeczywiście powinnam zmienić operatora, na takiego, który przejmuje całą okolicę i powoli wypiera wszystkich innych. Bo nikt inny nie będzie powiększał zasięgu i poprawiał sygnału, bo jest to nieopłacalne… Ale to za rok. Najwcześniej. Na razie działa i jestem naprawdę zadowolona! 🙂

Przez ten wiatr chyba

  • Mamo, musisz posprzątać na jutro.
  • Dlaczego??? Cały dzień NIE ma Internetu i nie mam jak się czymkolwiek zająć.
  • Przychodzą moje koleżanki.

I tak się trochę spięłam :/ Na szczęście Łucja JE jednak odwołała, a Internet uruchomiłam przez komórkę.

  • Wiesz mamo, trochę się stresowałam, że nawet jak posprzątasz to i tak nie będzie idealnie.
  • Kocham Cię. Technik od Internetu ma być w ciągu 48 godzin i wtedy znowu będzie śmigało.

Wszyscy mają taki błysk w domach, a poza tym ten tłum dziewczynek jest dość angażujący… No i net mam nadzieję, mi jednak naprawią, bo tą z tą prowizorką, którą sobie zmontowałam NIC się nie da zrobić.

<>

Za nami bilans Lilki. Wiem, że nie ma bilansu 11-latków, ale raz do roku dzieci idą na kontrolę. Mamy skierowanie do okulisty (wizyta 3 września) i skierowanie do laboratorium na badania ogólne. Poza tym cały czas, na siatce centylowej, panna jest drobna. Na wiek 11 (i 2/12, bo jest z marca) waży 32 kg i wzrostu ma 142 cm.

Wracam do sprzątania!. Chociaż widmo koleżanek Łucji zniknęło, to jak przyjadą ci technicy i zanurkują pod stół w jadalni by obejrzeć ruter, to zginą w pajęczynach… I dalej nie będę miała Internetu!!!

<><>

Miaustra. Kotka, która śpi pod kołdrą. Podobno to jedna z tych rzeczy, które przydarzają się kociarzom: nie możesz pościelić łóżka, bo KOT śpi 😀 Albo nie masz jak sięgnąć po pilota, bo Cię akurat futrzak przygniótł i oglądasz coś na co nie masz ochoty…

Tegoroczne tulipany są w kolorze róż

Chyba je nawet w takim kolorze sadziłam :/ A kwitną w najlepsze! Jak je zetnę to będzie widać, że bez, który wsadziłam na jesieni chyba się przyjął, choć na razie jest jeszcze malutki.

<>

Niby ruszyły zajęcia, ale jakoś jeszcze leniwie. Nauczyciele są teraz na jakichś szkoleniach i lekcje są w kratkę. Jutro Lilka idzie do szkoły na 13:20, a o 13:10 lekcje kończy Łucja. Poezja i szaleństwo możliwości dla mnie 🙂 W piątek podobnie. Liliana teraz zasiadła do e-dziennika i poinformowała mnie, że ma nieusprawiedliwione nieobecności. Pokazałam jej jak usprawiedliwić i kazałam sprawdzić też zakładkę z Łucją. Może niepedagogicznie, ale szybciej.

<>

Wieczór. Lilka w łóżku, chwilę wcześniej przypomniało się JEJ, że miała napisać DOBRE zakończenie mitu o Pandorze, napisałyśmy i po chwili nerwów i kąpieli leżymy w jej łóżku. Łucja kończy kąpiel i zanim JA wskoczę do wanny, mamy chwilę dla siebie.

  • Mamo, a Ty miałaś jakieś marzenia jak byłaś w nastolatką?
  • Jak byłam taka jak Ty? Nie pamiętam. Pamiętam, że mnie dołowało, że wszystko jest cykliczne. Że po wakacjach jest znowu szkoła, a jak skończę szkołę, to wyjdę za mąż i będę stara. Marzyłam o domu z basenem, a to wtedy było jak marzeniu o jednorożcu. Teraz pewnie gdybym chciała to by to było możliwe…
  • A teraz o czym marzysz?
  • Te najważniejsze marzenia dotyczą Was… A Ty masz jakieś marzenia?
  • Chciałabym mieć małą ŚWINECZKĘ, duży dom i własne laboratorium. Co myślisz o tej śwince?

GOT- cd

  • Łucja, z którym powinna być Brianne? Z Jamiem czy z Tormudem?
  • Z Tormudem.

W sumie też tak uważam, bo Jamie to smutas, a Tormud gwarancja dobrej zabawy 🙂 Ale dopytałam:

  • A dlaczego? Jamie jest bardziej do niej podobny. Oboje mają arystokratyczne pochodzenie.
  • Ale on odejdzie do Cersei. Nigdy nie przestał jej kochać.

Ha! Jaka mądrala! On właśnie tak zrobił! !!!

Byłam na rynku – mamy TRUSKAWKI i sporo innych smakołyków. Opony wymienione, sprawa w gminie wyjaśniona, a weekend wstępnie zaplanowany! 🙂

<>

Matury ruszyły. W radiu mi powiedzieli, że wczoraj w Polsce było 120 zagrożeń bombowych… W różnych szkołach. Wszystkie zgłoszenia sprawdzono i egzamin z matematyki się… odbył! 🙂 Ależ ci uczniowie kombinują! Co pokolenie to bardziej! 😀 Wrzucę Wam Lilkę i Mieszka, którzy towarzyszyli mi wczoraj na wymianie opon. Nie mam pojęcia o czym oni rozmawiają, że to takie fascynujące…


Po Majówce

Korzystam z wolności bez dzieci 🙂 Tzn. korzystałam, bo jak wróciłam do domu o 12-stej, to kwadrans później pojawiła się Lilka… Aaale, byłam na odczulaniu (kolejne za miesiąc), zatowarowałam się w hurtowni w wodę mineralną, a w herbacianym w sypaną herbatę (bo po majówce nic w domu nie ma), umówiłam się na 15-stą na wymianę opon (nie odbierali, więc do nich pojechałam), zawiozłam skierowanie do okulisty do przychodni (młody był zapisany, ale musiałam jeszcze dostarczyć skierowanie) oraz zapisałam Lilkę na bilans 🙂 Na jutro przechodzi więc wizyta w gminie, odwiezienie prania do pralni i kilka meili. Tygodniu zaczynaj się!

Znajomi się pozjeżdżali i chociaż straszyli niepogodą, to sporo jednak dotarła w te wolne dni nad morze. Jeśli chodzi o miasta to największym hitem był Berlin, który zresztą ja też sprawdzałam. Ale o ile pociągi tam jeżdżą tanio, to już nocleg jest kosztowny. Temat Berlina będzie wracał!

<><>

Mysz Wam pokażę. SOLNĄ MYSZ. Bo były sklepy z pamiątkami i przywieźliśmy duuużo soli. Drobną, kamienną, którą nakładało się małą łopatką z wielkich kadzi i kupiliśmy ją dla babci. Żeby nam małosolnych narobiła! Trochę grubszą, żebyśmy mieli do kąpieli oraz całkiem grube grudy białej soli, żebym mogła robić kiszonki z buraków… No i solną mysz! 🙂


Solni-maniacy

  • Łucza, Twoje koleżanki jeżdżą na Karaiby i do Hiszpanii, a Ty na majówkę zjedziesz pod ziemię!
  • Super. Wolę Karaiby.
  • Twój brat jest zachwycony. Zjedziemy na trzeci poziom kopalni soli, na jakieś 160 metrów w głąb ziemii i będziemy spać w miejscu gdzie kiedyś były stajnie… Muszę znaleźć odpowiednią lekturę… I skombinować śpiwory…
  • Extra. Tam jest Internet?
  • Oczywiście!

Guess what? KŁAMAŁAM! 🙂

Ale miejsce jest doskonałe. I jak macie sfochowanego nastolatka w domu to tam BĘDZIE zachwycony. Absolutnie powyżej naszych oczekiwań! Rezerwując nocleg w kopalni soli w Wieliczce spodziewałam się sali, gdzie będziemy spać i TYLE. Na miejscu okazało się, że mamy dostępny cały podziemny kompleks. Z sali do ćwiczeń, z własną tężnią, łazienkami i ogromną jadalnią w jednej z piękniejszych solnych jaskiń. W bonusie wyjątkowy solny mikroklimat idealny dla alergików.

<><>

Ale po kolej! Wieliczka jest przepiękna. Wiele osób postanowiło tam spędzić Majówkę – trzeciego kopalnia pobiła swój rekord odwiedzin, gdy pod ziemię zjechało ponad 10 tysięcy osób. Do kas stało się wtedy pięć godzin. W sobotę było ciut lepiej, ale postanowiliśmy, że skoro jest piękna pogoda, wchodzenie do kopalni na trasę turystyczną przekładamy na niedzielny poranek (wyjazd spod ziemi mieliśmy o siódmej), a dzień spędzimy łażąc i jedząc (nie zgłodniejcie – tam macie już góralską kuchnię: michy pierogów i pyszne ciasta).

Wpierw uderzyliśmy do tężni. Jest imponująca. Btw. KDR honorowany jest praktycznie wszędzie i zniżki są konkretne. Nawet w knajpach było to ok 10%.

Spacer po szczycie tężni- przed nami widok na szyb kopalni.
Rynek Wieliczki. Wychodzący spod ziemi górnicy. Z kilofem, belką i kagankiem.

To był niezły fuks 😉 Weszliśmy na Zamek, a tam było Muzeum Żup Krakowskich z największą na świecie wystawa solniczek. I okazało się, że WEJŚCIE w SOBOTĘ było za darmo, a akurat o 16-stej było oprowadzenie kuratorskie 🙂 Więc złapaliśmy lekcję historii za friko 🙂

Ja niezmiennie najbardziej, lubię takie KLASYCZNE solniczki 🙂 Takie fajansowe i SOLIDNE!
Łaziliśmy po parku św. Kingi…
I znajdowaliśmy ślady, że docierają tam ludzie z całego świata 😉 Dużo – DUŻO turystów zwiedza Wieliczkę!

Wyżej -godzina 19-sta, padamy na nos i z pełnym ekwipunkiem siedzimy przed windą szybu Regis, żeby zebrała się nasza grupa i byśmy mogli zjechać na dół, na nasz nocleg! Zjeżdżaliśmy 150 metrów w dół, a potem szliśmy jeszcze (w dół) 700 metrów… Myśleliśmy, że pokonamy ten długi i pełny rozwidleń korytarz, wejdziemy i padniemy na nos… Lecz atrakcje dopiero się zaczynały!

Te boksy, to nasze pokoje. W każdym były dwa łóżka. Ja byłam z Łucją, która złapała fazę, że w korytarzach mogą być Zombie… sądzę, że to taki blef był, żeby była ze mną 😉
To nasza własna prywatna tężnia 🙂

To sala z siłownią – głównie bieżnie, rowerki i wiosła.

A to sala z piłkami i materacami. I drabinkami.

Dzieciaki biegały w kółko między pomieszczeniami 🙂 I było gdzie pobiegać.

To nasza jadalnia
Mieszko wychodził ze swojego boksu DOŁEM

I dzień drugi to już TRASA TURYSTYCZNA! W Wieliczce byłam raz, na koloniach, mając lat 8. Coś tam mi migało w głowie, ale to było MAŁO. Podświetlane legendy, symulacje tego jak rozchodził się metan, atmosfera, no i WSZYSTKO Z SOLI.

No i kaplica św. Kingi. Zatkało mnie. Parę razy w życiu to przeżyłam, że coś było TAKIE, że aż mi się oczy zaszkliły. Większość tych rzeczy była zupełnie gdzieś DALEKO. A tu, blisko, mamy takie COŚ, że aż musiałam wziąć oddech, bo mnie zamurowało.

I jeszcze lunch w najgłębiej położonej restauracji na świecie i wyjechaliśmy na górę! Po prostu to ciekawe było, czy czujemy smak inaczej, tak pod ziemią 🙂

Wieliczka do powtórki? TAK. Nie weszliśmy na trasę górniczą, bo tam wpuszczają od 10-tego roku życia. Nakłada się strój górniczy i schodzi się na trasę. To raz. Dwa, mają uruchomić trasę filmową, gdzie będzie się jechało wagonikami – tam kręcono Seksmisję (pamiętacie obóz Dekadentów?). Sama trasa turystyczna to 1% wszystkich tras pod Ziemią, a pokonuje się ją TRZY godziny. No i miejscówkę noclegową już mamy znalezioną! 🙂

Koci boom

Pamiętacie Węgierkę? Dziką kotkę, którą zawieźliśmy dziadkom, a właściwie babci? Babcia błyskawicznie, ku zdumieniu wszystkich, kotkę udomowiła i stały się nierozłączne. I przechrzciła ją na Norkę, bo się chowała, gdy ktoś przychodził. Zaplanowała sobie szczepienia i kalendarz antykoncepcyjny dla niej, ale boom (!!?), BO kotka mając pół roku postanowiła zostać mamą! Miała Lutka takie podejrzenia, że nie upilnowała, ale przed mężem zataiła tę sytuację. NIE pojechali też nigdzie na Majówkę, BO kotka :)) No i wczoraj w nocy koci stan posiadania powiększył się. O sztuk pięć!

Cieszymy się? TAK. Tyle kocich porodów w życiu przechodziłam, że wiem, że nie zawsze wszystko kończy się dobrze. Miałam kotki, które nie rodziły same, miałam mioty gdzie kociaki nie przeżywały. Tu jest pięć – ślicznych i zdrowych. WSZYSTKIE mają białe rękawiczki i są absolutnie cudowne. Jednego, lub dwa weźmiemy my, jeden lub dwa zostanie u babci, jednego chce wujek, a jednego dalsza rodzina. Czyli miot JUŻ jest rozdysponowany. Łucja od wczoraj brzęczała, kiedy jedziemy zobaczyć i dziś pojechaliśmy! Są cudowne! 😀

Btw. to naprawdę niezły zbieg okoliczności, bo Sziwa, nasza psa, którą kiedyś mieliśmy, urodziła się 1-maja. No i TE kociaki TEŻ!!! Jak to Mieszko powiedział: Jeszcze Sponge Bob urodził się 1-go maja, ale jego akurat w domu NIE potrzebuję 😀

Liliana nałożyła specjalne skarpetki z ŻÓŁTYMI pomponami, żeby być bardziej FUTRZATA i lepiej odebrana przez KOCIAKI 🙂

<><>

Jutro rano wyjeżdżamy na szybką MAJÓWKĘ 🙂 Wracamy w niedzielę i wtedy Wam opowiem, GDZIE byliśmy! 🙂 Zdradzę Wam tylko, że musieliśmy kupić śpiwory na tę wyprawę…

Dzień Flagi!

Wisi? WISI!!!! Jest dowód? Jest!!!! Zamocowałam w doniczce z rozmarynem… Rozmaryn mi się tak sprzęga z walką o Polskę 😉 Podobnie jak kwitnący bez… Poszliśmy na pola pozrywać, żebym miała do domu. Rzepak mi się nie kojarzy niepodległościowo, ale za to jest piękny i żółty, więc też go fotografowaliśmy!

Prawie na całej długości Bugu działają DZIŚ sztaby sprzątające rzekę. NAS tam nie ma, ale za rok BĘDZIEMY!!!

Lubię zapach świeżo skoszonej trawy

Mieszko

O PORANKU skosiłam trawę. Gdzieś tam po sąsiedzku zawarczała kosiarka, więc skoro było na to przyzwolenie, to i JA ruszyłam. Padało przez ostatnie dni, nic się nie kurzyło i było to dość przyjemne. W sam raz na ŚWIĘTO PRACY 🙂 Potem słuchałam brzęczenie grubych bąków, które ignorują na razie moją kwiatową kępę, ale osaczają kwitnący krzak pigwy.

Przyjemnie. A UNIA? Te 15 lat w niej? Dobrze. Wkleję Wam linka do wpisu jaki zrobiłam 5 lat temu – na podsumowanie dekady w Unii. Niewiele się zmieniło. Te pięć lat temu akurat waliło mi się małżeństwo, ale jeszcze myślałam, że to uratujemy. Drugiego maja ruszaliśmy na majówkę w Bieszczady, we dwoje. I stamtąd wróciliśmy już osobno, chociaż jeszcze pół roku się do tego nie przyznawałam. Niewiele też było widać na blogu, chociaż jak wiesz czego szukać to zobaczysz (to napisałam dwa dni po powrocie z gór).

Nie smęcąc dalej, przejdźmy do Unii! Dobrze nam się w niej dzieje. Być może to nie zasługa Unii, tylko naturalna kolejność dziejowa, ale doskonale pamiętam jak było wcześniej. Człowiek nie miał ani takiej pewności siebie w nowym miejscu, ani nie adaptował się tak szybko. Jak dla mnie wskoczenie do Unii, to stanie się obywatelem klasy premium. Wiem, że jeszcze odstajemy zarobkami, poziomem życia, ale za to udało nam się zachować dużo naszej kultury. I to NIE jako folklor, ale część naszego życia. No i naprawdę nie znosiłam granic.

NIE jedziemy dziś na żaden Piknik Europejski z okazji rocznicy. Ani na żadne obchody. Był taki plan, ale nam się nie chciało. Lilka z Mieszkiem łapią na telefonie jakieś szynszyle, Łucja akurat (???!- jest południe) się ubiera, a ja zabunkrowałam się z kompem na strychu. Zaraz pójdziemy na pola zrywać bez, a potem jedziemy na obiad do dziadków! Mamy za to flagę! Nie wieszałam jej ostatnio, bo ciągle coś, zresztą Mieszko się mnie pytał DLACZEGO wieszam? więc to chyba znak, że czas zawiesić. Zwisa z doniczki z rozmarynem (O mój, rozmarynie :DDD)