Wielki czwartek porządkami stoi

Nałożyłam farbę na włosy i ubrana w t-shirt, który MOŻNA zabrudzić, ruszyłam z myciem okien! I zrobione! Dowód poglądowy WYŻEJ 😀 Tzn. jedno mam takie okno, które jest schowane i myję je co dwa lata i nie pamiętam, czy rok temu myłam, ale to najwyżej umyję po trzech latach! 🙂 Z resztek w lodówce zrobiłam kotlety potraktowane solidnie Gaaram Masalą. I wyszły wybitne. Mam ich trochę i TO mój prowiant na nadchodzące posiłki. Byłam w sklepie i zrobiłam okołoświąteczne zakupy, a teraz z herbatką na chwilę siadłam. Mam szalony plan by wyprać firanki i jak skończą się wirować pobasenowe ręczniki to je wrzucę.

Wczoraj byłam na nieznanej mi siłowni, gdzie mój były trener otworzył na kettlowy klub. W miejscu takim, gdzie docierać NIE będę, bo półtorej godziny o 20-stej w środę, daleko ode mnie, nie będzie mi NIGDY pasować. Tym razem jednak mogłam i pojechałam. Gość, którego on szkoli, by prowadził te zajęcia, to taka góra wytatuowanych mięśni. I o nim mam taką małą refleksję… Bo to jest bardzo miłe, że ktoś kto w tym fitnessie siedzi docenia masę mięśniową, którą sobie zbudowałam JA! 🙂 Powiem więcej, to jest dość rozczarowujące, gdy rozmawiasz z „cywilem” i oni nie dostrzegają tego co sobie wypracowałam przez ostatnie cztery lata! I tą wyjątkowo rozciągniętą taśmę tylną (albo przednią), buły na ramionach (bluzek z falbanką już nie założę) i całą resztę. On widział te moje mięśnie i jednak jest dla MNIE ważne, żeby do zauważać 🙂

Macie jeszcze LOOK na moją przewietrzoną sypialnię (ususzone komary starłam z parapetów i toaletki) i wracam do roboty!