Pierwszy wiosenny

Znajoma wzięła udział w szkoleniu o budowaniu związków. Zapłaciła za nie i otrzymała dostęp do grupy, gdzie przez 2 tygodnie online omawiano jak tworzyć szczęśliwe i spełnione relacje. Wszystko było zarchiwizowane na filmikach i poprosiła mnie bym je obejrzała z nią… Zmęczyłam dwa odcinki i powiedziałam, że więcej nie chcę 🙂 Po pierwsze, bo nie zamierzam tworzyć szczęśliwych i spełnionych związków, bo po prostu nie zamierzam w ogóle ich tworzyć. A po drugie, czego już nie powiedziałam, wszystkie moje związki uważam za udane, chociaż mogły by mieć dłuższą terminowość. Jakby nie było w pierwszym odcinku było o oczekiwaniach wobec innych. Że zawsze jakieś mamy… No więc najpierw się nabzdyczyłam, że ja nie mam żadnych, że ten mężczyzna moich marzeń, musi jedynie być, ale potem mnie olśniło, że to jednak nie tak. I że wszyscy na koniec mówili, że to moje oczekiwania są zbyt duże. Że tworzę sobie ich obraz i oni nie są w stanie tego udźwignąć. Że owszem, to ich bardzo pcha do przodu, ale oni TACY nie są! Może tak być, ale co gorsza tę relację przekładam na dzieci! I dziś Dzień Wagarowicza, a Łucja idzie do szkoły na poprawę sprawdzianu z polskiego (sama chce), a dopiero potem zrywa się na pizzę z koleżankami…. Mieszko ma wycieczkę na jakąś uczelnię, na wydział fizyki (bardzo fajnie), a Lila po prostu idzie do szkoły.

Zaczyna się ta pora roku, za którą nie przepadam. Już lato jest lepsze, bo są gołe stopy! A na razie to przesilenie mnie wykańcza. Wczoraj spałam ponad siedem godzin i byłam bez sił. Dziś trochę mniej, więc jest to może bardziej uzasadnione, ale taka niemoc jest irytująca. :/

Jedenaste!

Miała Lila ostatnio przygodę. Do szkolnej łazienki, razem z nią weszły trzy ośmioklasistki. I zaśpiewały jej piosenkę… Po czym zapytały: Ładnie? A Lila odpowiedziała: Nie. I wyszła. Gdy mi o tym opowiedziała zezłościłam się na nią:

  • Lilka, czasem trzeba skłamać!
  • Ale mi się NIE podobało.
  • Nie szkodzi! Mogłaś powiedzieć, że jest okej. Kłamanie jest bezpieczne!
  • Ale mi się NIE podobało.

Dziś panna kończy 11 lat. Dokładnie wtedy, w Wielki Czwartek 2008 roku, wyjęto mi ją z brzucha. Jest najbardziej zaskakująca z całej trójki i jednocześnie najtrudniejsza. Pełno w niej cudactw, jest samolubna i nawet jej uczucie do mnie wynika z logiki, że ja o nią zatroszczę się najlepiej.

Gdy urodziła się Łucja, cały świat ją uwielbiał. Łucja nie była tylko moja, bo była pierwszym dzieckiem i pierwszym wnukiem, z każdej możliwej strony, więc ja JĄ czułam, jako część wielkiej społeczności. Mało tego, gdy leżałam w szpitalu, złapałam mega doła poporodowego i bałam się, że NIE dam rady. Że być może ktoś inny lepiej by ją wychował, bo ona jest taka wspaniała, a ja taka taka nieudolna? Natomiast z Mieszkiem, był inny moment. Gdy rozpadło się moje małżeństwo i łapałam takie mocno depresyjne nastroje, przyszło mi do głowy, że NIE mogę go wychowywać. Bo jest chłopcem i ja nie będę umiała tego zrobić dobrze. I że Mieszko powinien być wychowywany w rodzinie gdzie jest mężczyzna. I być może, skoro przy mnie nikogo nie ma, to NIE ja powinnam być jego matką. Nie dlatego, że go nie kocham, ale dlatego, że go kocham tak mocno i chcę dla niego jak najlepiej. Ta myśl była tak przerażająca, że się wtedy rozkleiłam i postanowiłam, że zrobię co się da, ale on musi być ze mną. Lecz z Lilą nie miałam ani jednego takiego momentu. Od początku wiedziałam, że ona jest moja, że ona jest moim problemem, moim ciężarem i to ja muszę ją poprowadzić. I wydaje mi się, że tylko ja robię to dobrze 🙂

Zaczynamy świętowanie! Dziś cukierki poszły z nią do szkoły (dalej lecimy z mini drażetkami, bo w klasie Lilki nie robiłyśmy jeszcze tego patentu), w weekend jest tura urodzinowa z dziadkami (torcik już zamówiłam), dziś JESZCZE Lila spotyka się z babcią na zakupach, a w przyszły piątek jedzie na zakupy ze swoją przyjaciółką. Dziewczyny ustaliły, że w tym roku nie chcą robić imprezy, a chcą dostać kieszonkowe i pójść na wspólne zakupy. Do kina, kawiarni i na zakupy. Obie z mamą Mai się zgodziłyśmy i w dzień kiedy NIE MA zajęć, dziewczyny jadą do pewnej galerii handlowej, niedaleko której pracuje mama Mai. Ona też ogarnie ich drogę tam i powrót do domu. Gdy decyzja już zapadła, Lilka doszła do wniosku, ze chce JEDNAK urodziny z koleżankami z klasy (TEŻ), ale ustaliłyśmy, że będzie to ZWYCZAJNE garden party z motywem lamy i owoców… I odbędzie się to w czerwcu 😉

Pink or gold?

W ramach godziny wychowawczej dzieci biorą udział w różnych projektach psychologicznych. Jedne mi się podobają, inne mniej. Mieszko np. ma program z Zibim. To chyba jakiś pluszak, który uczy ich (z pozycji pacynki) mówić o emocjach i definiować siebie. I dostał do domu kartkę, na której w takim kółku ma wpisać CZTERY osoby, które zawsze może poprosić o pomoc. I okej. Ale druga strona tej kartki jest dla MNIE. Mam ją wypełnić, po to, żeby to dziecko ośmielić? Patrzyłam na to, gdy zza ramienia zajrzała mi Łucja i zapytał:

  • To Ty masz siebie samą wpisać 4x?
  • No właśnie nie wiem… Bo tak chyba powinnam?

W związku z czym Mieszko odniesie do szkoły tę kartkę TYLKO z częścią wypełnioną w swoim zakresie…. Aale za to Lilka musiała napisać na godzinie wychowawczej o swoich marzeniach i planach. Oglądali film o problemach trzeciego świata i pracujących dzieciach. Niektórzy pisali o stopniach, inni o domu z basenem, albo samochodzie marzeń. Lilka po kwadransie intensywnego myślenia oddała pustą kartkę. Pan Adrian ze zrozumieniem powiedział do niej:

  • Jasne. Wszystko i nic. Bardzo dobre 🙂

<>

Najważniejszym wydarzeniem DNIA jest jednak NOWA deska sedesowa. W ramach projektu DOM oraz bardzo minimalistycznie, bo marzec to długi i drogi miesiąc. To takie NIBY nic, ale cieszy mnie bardzo. Poprzednia się rozpadła. Była poobijana i ta klapa się urwała. No więc MAM nową i jestem bardzo szczęśliwa 🙂 Kupiłam wczoraj, razem z Lilką i JUŻ zamontowana! Lilka przy okazji musiała kupić farbę w sprayu na technikę. Złoty czy maślany róż? Przeszłyśmy się też po kuchniach, która by tu mieć :))


Z misiem przez historię drugiej wojny światowej

Mieszko na weekend dostał Misia Zdzisia. Ten kto go MA/ten KTO go wylosował, musi zabrać klasowego pluszaka na SWÓJ weekend i opisać jego przygody w specjalnym zeszycie. Taka akcja rodem krasnal z Amelii. I każde dziecko podchodzi do zadania bardzo odpowiedzialnie. Czasem Miś Zdziś spędza weekendy u czyjejś babci i poznaje jej koty, czasem świętuje urodziny, albo idzie do kina i pozuje w kubełku po pop-cornie… Weekend z Mieszkiem TEŻ był pełen wrażeń. Razem obejrzeli Jurassic Park, robili własnoręcznie frytki i byli w Muzeum! Relacja w zeszycie została uzupełniona o zdjęcia i dziś Mieszko musi ją zaprezentować całej swojej klasie!

<><>

Ruszył kolejny tydzień! W czwartek mamy Pierwszy Dzień Wiosny i to będzie zamieszanie, bo Łucja pewnie będzie się chciała zerwać na wagary. Lilka będzie miała urodziny i któregoś dnia umawiała się już z babcią na zakupy. Musimy też kupić farbę w sprayu na czyjąś technikę, a jak już będę w końcu w budowlanym kupię również deskę sedesową 🙂 Ach, i coś na te urodziny do szkoły trzeba przygotować i tort zamówić… No a potem powinien JUŻ być kolejny weekend!

Usunąć śmieci!

Z pewnością widzieliście te fotki gościa, który siedzi przy stercie worków ze śmieciami… Piętro wyżej jest porównanie JAK wyglądała sceneria zanim tego dokonał. Ten człowiek TYM czynem wywołał całą falę akcji SPRZĄTANIA przyrody. Idea jest taka, że robisz zdjęcie PRZED porządkami i PO ich wykonaniu. Labelujesz to tagiem #trashtag #trash i wrzucasz do mediów. Linka do całej akcji zaraz Wam wkleję na Twittera, chociaż temat pewnie znacie.

Świetne były akcje sprzątania świata, które odbywały się kiedyś w szkołach i fajnie, że ta akcja rusza na nowo. W tym tygodniu na całym świecie młodzież protestowała w obronie ekologii, a dziś JA pojechałam na akcję sprzątania lasu!!!!

Strasznie dobrze się z tym czuję, więc chcę zarazić ideą naszych lokalnych działaczy i podrzucić temat szkole. Jak wiadomo młodzież może zyskać dodatkowe punkty do szkół średnich za wolontariat. Odbębnić gdzieś te 40 godzin. I być może można załatwić z nadleśnictwem, żeby takie wolontariaty zrobił i papierek dzieciakom podbił? Ponadto warto, żeby mniejsze dzieci też ruszyły na wielkie sprzątanie, nie po to nawet żeby uzbierali nie wiadomo ile śmieci, ale żeby ich uwrażliwić i żeby 2x się później zastanowili, zanim coś rzucą.

Co znalazłam? Morze butelek, kilka puszek po piwie, parę papierków, kawał blachy i jedną zużytą prezerwatywę 🙂 Info o akcji dostałam od moich ludzi od biegania i chwilę też pobiegaliśmy (stąd stroje).



<><>

Ale zbieraliśmy TEN „TRUSH” baaardzo rano, a potem się szybko oporządziłam, bo miałam ustawkę z dziadkami! Miesiąc temu zaczęliśMY zagospodarowywać wspólnie te moje wolne weekendy. I docierać na wydarzenia, które nas (dorosłych) ciekawią! Wystawy z oprowadzaniem kuratorskim (extra sprawa) oraz do knajp, gdzie z dziećmi nie ma sensu iść. Wystawa była o homoseksualizmie, krzyżach, wykluczeniu z kościoła i religii (religii w sensie etycznego wskaźnika, który ludziom jest potrzebny). A potem knajpa wegańska, do której dziadek nie chciał wejść, bo była kolejka 🙂 Z Lutką odstałyśmy więc same, żarcie zapakowano nam na wynos i zjedliśmy na ławce 🙂



I was in survival mode

Leaving the Neverland, jedna z bohaterek filmu

Dobrze mi się ostatnio ogląda dokumenty i moją listę ulubionych na HBO mam zapchaną właśnie dokumentami… Nie mam za wiele okazji, bo do wieczornego prasowania na ogół podpina mi się Łucja i standardowo lecimy seriale dla nastolatków. Szkołę Zabójców, Roosevell, Riverdale, Wampiry Dziedzictwo albo Famous in Love. Korzystając więc z tego, że mam wolny weekend, do wieczornych robótek odpaliłam film Michealu, o którym ostatnio głośno. I polecam. Główny morał jaki z niego płynie, to że jak coś układa się za gładko, to powinniśmy być czujni. To niestety nigdy nie idzie w parze, a zawsze powinno.


<><>

Jakieś tam plany na dziś i jutro mam, fotki z porannego biegania UP (mamy taką innowację na spotkaniach, żeby być bardziej eko i jeździmy z własnymi kubkami termicznymi, żeby nie nalewać do plastikowych jednorazówek), ale wpierw muszę szybko odkurzyć!

<>

Opowieść Lilki:

Wiesz mamo, to było takie śmieszne, bo na muzyce mieliśmy śpiewać piosenkę i Olek zamiast śpiewać: Zrodzona w blasku słońca śpiewał: Zdradzona w blasku słońca i dostał uwagę. Ale to nie była jego wina, bo on przepisywał słowa z zeszytu Piotrka, a Piotrek pisze jak kura pazurem i on po prostu źle przeczytał.

Opowieść Łucji:

I teraz uczymy się Ody do radości i chłopaki ryczą ze śmiechu przy tym fragmencie: Radość tryska z piersi Ziemi.

🙂 Powtórzę to jeszcze raz: zawód nauczyciela wymaga niezłej odporności 🙂

To piękny dzień. Bolesny, ale piękny

-Łucja

Dziś mieliśmy ciekawy dzień 🙂 Primo: Mieszko miał ściągnięte szwy. Długo siedzieliśmy w gabinecie, bo pielęgniarka nie mogła znaleźć JEDNEJ nitki. W końcu wyszliśmy i na korytarzu tłumaczę młodemu:

  • Pani doktor, nie mogła znaleźć jednej nitki. Dlatego to tyle trwało, brała światełko…
  • Bo ja sobie jedną nitkę wyjąłem sam.
  • KIEDY??
  • Wczoraj
  • To DLACZEGO nie wyjąłeś wszystkich???? Nie musiałabym płacić!

Także taki z niego Rambo. Macie fotkę PRZED zabiegiem:

Druga „krwawo NIE krwawa” akcja jest z Łucją. Najpierw mi podpadła. Jeszcze wczoraj. Wyszłam z domu, po Mieszka, nabuzowana, LECZ właściwie od razu pomyślałam, że przesadzam… Tym niemniej jednak jak wróciłam zobaczyłam na podłodze TAKIE dzieło 😉 Przepraszam Cię 🙂

A dziś, po szkole, pojechałyśmy ZROBIĆ uszy. Panna chciała od dawna. Ja czekałam aż będzie to jej decyzja i będzie taka dość świadoma. Ja podjęłam ją gdy miałam 15 lat i byłam w podobnym momencie rozwojowym. Miało być na Dzień Kobiet, ale trochę się nam przesunęło. Pewnie chciała ostatnio bardziej, bo JA zaczęłam nosić kolczyki i ona też chciała. No i PRZEKŁUTE! 🙂 W takim salonie gdzie przekłuwają dziewczynkom, specjalnym urządzeniem z zainstalowanym już kolczykiem. Wybrała gwiazdki (z kółeczek, kwiatuszków i serduszek). Bardzo nam się podobało i wcale nie było strasznie. Górna fotka jeszcze bez dziurek, dolna to przekłuwanie drugiego ucha.


Odczuwalne minus cztery

Miałam wczoraj maraton po różnych szkołach. Nie udało mi się załatwić tego co chciałam (poza jednym, częściowym rozwiązaniem), ale czekając przed gabinetem dyrekcji trafiłam na niezły artykuł w jakimś magazynie dla nauczycieli. Wkleję go Wam za sekundę, bo wpierw opowiem Wam o jednej niesamowitej szkole na jaką trafiłam. To taka placówka w miejscu, gdzie jest dużo imigrantów z Azji i mają tam niezły kulturalny kocioł. O rekolekcjach nie ma mowy, bo i tak ponad trzeba zorganizować opiekę dla połowy uczniów, ale oszoł0mił mnie grafik wywiadówek powieszony przy wejściu. Otóż KAŻDA klasa ma TRZY terminy spotkań z rodzicami. Pierwsze jest normalne, drugie z tłumaczem wietnamskim, a trzecie z tłumaczem chińskim. Szok, nie? Jak bardzo dużej elastyczności wymaga życie w szkole!!!

A artykuł, który mi się spodobał dotyczył jawności w necie nauczycieli. Też uważam, że podobnie jak pracownicy korporacji i budżetówki, nauczyciele są dość medialnie skryci. Bo ryzyko jest za duże i trzeba mieć naprawdę silną pozycję w środowisku nauczycielskim by blogować. I najlepiej niezależne źródło zarobkowania. Fragment:

<>><<>

Z innej beczki, zdradzę Wam, że Łucja ma chłopaka… Chodził z nią do przedszkola, a teraz chodzi do sąsiedniej szkoły. W swoim czasie jego rodzice bardzo mi pomagali, zresztą do dzisiaj chyba o tym nie wiedzą, jacy byli ważni. Ja nie miałam wtedy ciągle auta (słynny 2014), a oni zawozili i przywozili Lilę z przedszkola. Bo Lila chodziła do jednej grupy z bratem tego chłopaka Łucji. A Kubę pamiętam. Jak pierwszy raz przyszłam do przedszkola po Łucję to siedzieli obok siebie i jedli zupę (tzn. on jadł). I ja pomyślałam: O jaki ładny chłopiec!

Śmieszny to związek bo oni są tak „telefonicznie” związani. Raz się spotkali, ktoś wtedy wrzucił Łucji plecak do kałuży, on ją bohatersko ratował i było cudownie. A teraz cały czas do siebie piszą. I wysyłają obrazki. On robi prt screena serialu jaki ogląda na komórce, a ona wysyła mu zdjęcie lampy na suficie. Coś w stylu: na co teraz patrzysz?. I tak niemalże całą dobę. Od miesiąca. 😀

Normatywni inaczej

Wieczór. Weszłam do łazienki poskładać ręczniki i zrzucić w dół schodów brudy. Podnoszę ręcznik a tam COŚ… Hmm… Kotletów na obiad nie było… Aha, ananas (w cieście). Kocica zawsze poluje na resztki jedzenia na stole a potem miaucząc zanosi to na górę. NAM. Tyle, że NIE zorientowała się, że tym razem NIE było to mięso i doszła TYLKO do połowy 🙂 A potem się ocknęła, że to jakieś WARZYWO…

Potem (rutyna) MUSZĘ wyłączyć budzik Lilki i mogę JUŻ zająć się sobą! Lilka jest w szkole codziennie PÓŁ godziny przed lekcjami, ale i tak budzi się z obsesją, że ZNÓW się spóźni i w nieskończoność przestawia zegarek jeszcze wcześniej…

Skok w czasie. Poranek. Mieszko radośnie biega po domu nucąc piosenkę do słów: Skończył się papier. Ktoś wcześniej to krzyknął, a to przecież TAKIE nośne hasło 😉

<><>

Dziś Lilka wróciła z tarczą z angielskiego. Mieli napisać i opowiedzieć (BEZ podglądania do zeszytu) o szkole marzeń. I opowiedziała o wielkim i pełnym zieleni budynku, gdzie jedno piętro jest z tropikalną roślinnością i można się tam uczyć biologii, a na dachu jest basen… Na piętrze z labolatoriami trzeba zmieniać odzież, a na piętrze multimedialnym można się uczyć historii i języków obcych. Pani była zachwycona i wykrzyknęła:

  • Ale Lila Wam podniosła poprzeczkę! Gdybym mogła to bym postawiła siódemkę!

znów będą wakacje

  • Łucja, coś nie bardzo wychodzi Ci pasek w tym roku.
  • BO oni się na MNIE uwzięli!
  • Z pewnością. Ale Lilka chyba będzie miała…
  • Bo piąta klasa jest łatwiejsza! Będę miała warkoczyki na wakacje?
  • Nie wydaje mi się. Nie ma paska, nie ma warkoczyków.
  • Ale nie uda mi się!
  • Dobrze, dobrze… Nie szkodzi 🙂 Coś pomyślimy. Tak naprawdę pasek mają albo ci, którzy dokładnie opanowują to czego szkoła oczekuje, albo ci, którzy są mają tak dużą wiedzę, że ich wiedza jest szersza niż szkolny program. Lubię myśleć, że Wy to ta druga grupa. Może w tym roku po prostu te dwa zbiory się nie pokrywają.
  • Ale Lilę bardziej kochasz.

😀 Ależ te panny rywalizują ze sobą! A młodym odfajkowane kolejne badanie. Spoczynkowe EKG do badań sportowych. Razem z badaniami krwi byliśmy już u pediatry i wszystko ok. Słabe ma płytki, ale one mu tak okresowo spadają. W tym koszmarnym 2014 miałam z nim maraton po lekarzach i szpitalach by ustalić dlaczego tak jest i nic się nie wyjaśniło. Podganialiśmy żelazem i było dobrze. Mam za to zalecenie, żeby kolejne (za rok) badanie zrobić z cytrynianem, bo wtedy będzie coś więcej widać o co kaman z tymi płytkami.

Pojechaliśmy potem razem po pieczywo do naszej ulubionej piekarni i do sklepu z rybami (jadam TYLKO ja). Do tego drugiego młody ze mną NIE wszedł. Stał za szybą i trzymał się za NOS :DDD