#ferie

Robię tego small-talka z Dziadkiem Mrozem i naprawdę nie mam pomysłu co to bym chciała…

  • Дед Мороз, ну всё есть, все есь… Реальо всё…
  • Можеть бoльше детей?

I powiem Wam, że jeżeli słyszę takie pytanie (czy nie chcę więcej dzieci), to zawsze zakładam, że to propozycja. Aaaaale, Dziadek Mróz ma przecież Snieguroczki. Nie są to co prawda te długowłose nimfy w błękitnych lateksach, jakie można spotkać na korpo-party w Mińsku, ale jest ich w jego grodzie, aż 18! Zanim mu jednak odpowiedziałam fuknęłam na Lilkę, bo trochę za bardzo wariowała:

  • Heloł! Czy Ty możesz się uspokoić?

A na to Dziadek Mróz życzliwie zapytał:

  • Девушку Хеллоул зовут?

Czyli,  CZY dziewczynka ma na imię HOLOŁ 😀

Tuż na naszą wschodnią granicą jest Kraina Dziadka Mroza. Dziadek Mróz prowadzi zdrowy tryb życia, unika używek i korzysta z komórki wyłącznie przez pół godziny dziennie (bardzo pedagogiczne wyznanie). W puszczy białowieskiej są wytyczone trasy dla narciarzy biegowych, no i karmią tam nieźle. Słyszeliśmy wycie wilków i w ogóle śladów wilków jest sporo, bo akurat zaczyna im się okres godowy. Razem w przewodnikiem weszliśmy na teren ścisłego rezerwatu i znaleźliśmy świeże ślady żubrów, jeleni, dzików i borsuków! To, że TE ostatnie, wyszły z nor oznacza, że zaczyna się wiosna!

<>

Na ferie pojechaliśmy do Białowieży. I wyjazd był doskonały. Absolutnie nie było żadnego zgrzytu i kręcenie się po lesie zimą będzie chyba moim nowym hobby. Nawet w sklepie po stronie białoruskiej, gdzie postanowiłam sobie kupić majty typu barchany (bo NIE mam 🙂 sprzedawczyni była przemiła. Program mieliśmy przeładowany. Jednego dnia jeździliśmy na nartach biegowych (wynajęliśmy na miejscu, BPN ma wytyczone trasy, a sport okazał się być łatwy) drugiego razem z grupą z PTTK zabraliśmy się na wycieczkę na Białoruś do krainy Dziadka Mroza (również zakupy, ślady po czasach carskich i muzeum samogonu 😉 a jeszcze innego poszliśmy z przewodniczką na teren ścisłego rezerwatu. Mieliśmy fantastyczną bazę noclegową, gdzie było ciepło, czysto i tanio. Btw. ta przewodniczka to byla taka młoda babka, która ma sama trójkę dzieci, uczy je w domu i kazała MOIM przez lupkę oglądać w lesie porosty. Była niesamowita! Wszędzie była masa knajpek z niezłym jedzeniem. Był śnieg i było niezwykłe powietrze. Nasz przewodnik po białoruskiej stronie powiedział, że powietrze w puszczy jest czystsze niż na sali operacyjnej. Dobrze nam się tam spało i nie trafiliśmy na ani jedną osobę z jakimś fochem.

W lesie LATEM jest pełno komarów. W zimie była idealna cisza i spokój. Wycieczka na Białoruś była egzotyczna. Granicę przechodziliśmy pieszo, a po drugiej stronie przejmował nas tamtejszy przewodnik. Doszła mi cała informacji do przetworzenia, jak np. to, że był w puszczy tur. I on wyginął z 300 lat temu, lecz Goebbels stosując wsteczną krzyżówkę go przywrócił, by takie mitologiczne zwierzę wpuścić do lasu. No i sporo chodziliśmy. Krokomierz Łucji pokazywał wartości od 14 do 18 km na każdy dzień.

PLUS to co już powiedziałam, że było POZYTYWNIE. Na tych nartach Lilka w którymś momencie je odpięła i położyła się na śniegu, że ona już dalej NIE pojedzie. I tak leżała, aż przyjechał jakiś leśnik i zmartwił się, że nam się narty połamały. Więc mówię, że narty całe, tylko zapał się skończył. I on się z tego śmiał i chciał pomagać. W tym sklepie, gdzie te majty i kawior kupowałam, podszedł taki koleś z autokaru i pyta się mnie po co mi coś takiego. I mówię, że to na Walentynki. A on na to zdegustowany do żony: Ty mi lepiej takiego prezentu nie rób :))

Wszystko żeśmy zobaczyli, ale było tak BARDZO bez zastrzeżeń, że Białowieski Park Narodowy jest z całą pewnością do powtórki!

Po tych bohaterskich nartach poszliśmy do hotelu Żubrówka na ekskluzywne desery 🙂 Zobaczcie jak wygląda to co zamówiła sobie Łucja 😉

A tu już Białoruś. Łucza trzyma czekolady, a moja ręka (blizny na ręce to cały czas te po kotce dziadków :/ SAMOGON.

To są ślady po carskim trakcie, których u nas nie ma, a tam się zachowały:

Muzeum:

Posążki z nazwami miesięcy. Żniwień to sierpień. Logiczne, od żniw.

Dąb patriarcha – największy dąb puszczy białowieskiej:

Żubry przy paśniku:

A to w Muzeum Pokazowym Żubrów. Ten jeleń za siatką zaatakował Mieszka, młody odskoczył, ale dialog podjęła Lilka :O

To już spacer po puszczy:

To kornik. On jest potrzebny bo żywią się nim ptaki:

  • Kto strzela w lesie do zwierząt? – zapytała przewodnik.
  • Wajrak! – wykrzyknął Mieszko.
  • Ha, ha! Muszę mu to przekazać 🙂 – zaśmiała się ona.

Btw. pamiętacie, że Łucja robiła projekt o ryjówce? To było dziwne, ale ryjówka jest symbolem Parku! I jest to jedyne zwierzę, które potrafi się zmniejszać zimą, żeby mniej pokarmu potrzebować. Genialne!

Wrzucę Wam jeszcze konika polskiego, który szczerzył zęby na słowo SMILE 😀

Jedna myśl na temat “#ferie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s